Wczorajszy wieczór. Ołszynowe dwudzieste...
... zostańmy przy "dwudzieste" urodziny. Wałkoń cały dzień uwijał się w kuchni. Gotował, smażył, mieszał, miksował, przekładał i palił garnki...
Jednak jakie zaskoczenie musiał u mnie wywołać fakt, że w momencie podania wszystkiego na stół, zapalenia świec (wiem, wiem, Wałkoń nagle okazał się być niesamowicie romantyczny!) mój strudzony kucharz zaczął sabotować te super dania, jakie przygotował!
Ryba z ananasami - za bardzo ketchupowa...
Ciasto z trzema rodzajami kremów - herbatniki są za suche, powinny przecież być miękkie...
Wino - no całkiem dobre...
Sałatka - tu chociaż nie marudził! Ale z drugiej strony ciężko zepsuć sos z torebki...
W jednym momencie cały urok diabli wzięli...
A na pytanie "czemu musisz akurat w takim momencie marudzić?" Wałkoń odpowiedział: "No bo przecież Ty zjesz wszystko, co Ci podam i nie będziesz narzekał na smak!"
Ważne, że chociaż prezenty były trafione!
Ale jak miały nie być skoro sam je sobie wybrałem...
-
Krzysztof.K...:
-
Więcej światła!:
-
Thursday:
Pokaż wszystkie (4) ›